Cześć kochani, tu Liv.
Przychodzę do was z nowym opowiadaniem o moich idolach, początki bywają trudne więc proszę, nie skreślaj mnie od razu.
Dodaj komentarz, dla Ciebie to tylko chwila a dla mnie, motywacja do dalszego pisania.
1.‘’Jest tutaj tak cicho i jest mi tak zimno, ten dom dłużej nie pozostanie moim domem.’’
Ile warte jest ludzkie życie i czy w ogóle jest coś warte?
Ile warte jest oddychanie, które nagle może zniknąć jak wczorajszy dzień?
Czy to wszystko co robimy, ma jakiś sens, domy które prowadzimy, co jeśli nagle je opuścimy, znikniemy?
Co jeśli wyjdą z niego nocne zjawy i mroczne sekrety których tak pilnujemy?
- Skarbie powinnaś coś zjeść.
Szepnęła, jednak odpowiedziała jej jedynie głucha cisza, spodziewała się tego.
Usiadła na skraju łóżka stawiając obok siebie czerwoną tackę z naleśnikami i sokiem pomarańczowym. Dotknęła jej ramienia, a opuszkiem kciuka zaczęła je gładzić.
Od pogrzebu rodziców minęły dwa tygodnie, Vanessa nie zapłakała ani razu, przez co w oczach tych wszystkich wujków i ciotek wyszła na nieczułą, a nawet słyszała jak za jej plecami ktoś szepta ‘’Ale ona jest zimna’’
Jednak miała gdzieś opinie innych ona po prostu nie czuła potrzeby, by płakać.
Nie była ważna dla rodziców, ani oni dla niej to Ari jej młodsza siostrzyczka zawsze była ich oczkiem w głowie.
Dobrze się uczyła, nie sprawiała problemów, Vann na początku jej zazdrościła, ale potem gdy uzyskały niesamowicie bliską relację, podczas wspólnego wyjazdu nad morze z rodzicami Van poczuła, że musi chronić swoją siostrzyczkę przed wszystkim.
Dosłownie, wszystkim.
W sumie to może i dobrze, że rodzice zginęli, przynajmniej jednych intruzów ma z głowy.
- Dostałam tą pracę w Szwecji, powinnyśmy zabrać się za pakowanie.
Ari przechyliła się na bok, chciała opaść głową na swoją puszystą poduszkę z shih-tzu na czele, jednak Van ją uprzedziła.
Pociągnęła ją za dłoń tak by dziewczyna zamiast na poduszkę opadła na jej kolana.
- Mogę tutaj przecież zostać, będę pilnowała domu, poradzę sobie.
Westchnęła a Vanessa zaczęła ją delikatnie gładzić po głowie swoją dłonią.
- Nie ma nawet takiej możliwości, bym Cię zostawiła tutaj samą kruszynko.
Ona miałaby tu zostać sama? Nie było opcji, Van już wolała zrezygnować z tej cholernej pracy, niżeli pozwolić jej zostać.
- Um, no dobrze już, tęsknię za nimi.
Schowała głowę w swoje długie włosy.
- Ja też kochanie, ja też.
Skłamała, musiała skłamać nie mogła jej powiedzieć od tak, że ma ich gdzieś od zawsze, miała.
Gdy tak na nią patrzyła widziała małą, zagubioną dziewczynkę która, wyraźnie nie jest gotowa na dorosłe życie.
Była delikatna, podobna do mamy, Vanessa więcej z wyglądu odziedziczyła po tacie, dlatego były tak różne.
- Myślisz, że tam też dostanę się na jakieś dobre studia?
Wypiszczała.
- Oczywiście, jesteś najmądrzejszą osobą jaką znam.
Złapała ją za dłoń.
- Kłamiesz.
Stwierdziła Ari, a potem spojrzała swoim ciemnym, wzrokiem w biały sufit.
Mruknęła.
- Co takiego?
Dziewczyna spojrzała na siostrę zatroskana.
- Mogę dzisiaj spać z Tobą?
Ari zmarszczyła brwi, chyba tego teraz potrzebowała, bliskości kogoś komu może w pełni zaufać.
A Vanessie ufała najbardziej na świecie, czarnowłosa skinęła głową, była szczęśliwa z faktu iż jest teraz jedyną osobą w życiu swojej małej siostrzyczki.
Tak, była cholernie szczęśliwa, że miała ochotę zatańczyć, jej zazdrość wygrała ze wszystkim.
Wygrała, jej ciało przeszedł przyjemny, ciepły dreszcz.
- A teraz zjedz trochę, bo nie będzie niespodzianki.
Vani, uniosła prawą brew lekko ku górze.
- Niespodzianki?
Powtórzyła pytająco Ari.
Van wskazała na jej poduszkę palcem.
- Taka mała kulka, tam na Ciebie czeka.
Ariana uniosła głowę z kolan siostry i objęła ją za szyję.
- Piesek?
Uśmiechnęła się lekko, zawsze marzyła o psie, dokarmiała wszystkie psy w okolicy, wyprowadzała psy znajomych, zupełnie za darmo nawet byłaby skłonna dopłacić byleby pozwolili się jej troszkę z nimi pobawić. W domu nie miała zwierząt, tata miał na nie uczulenie, więc nie było szans.
Oparła brodę na karku Van, zdecydowanie miała najlepszą, najukochańszą siostrę na świecie.
